Stambuł to nie Bułgaria, ale jest już tak blisko znad wybrzeża, a do tego wszystkie lokalne biura podróży oferują wycieczki właśnie do Stambułu. Pozycja obowiązkowa dla posiadaczy sił, czasu i ekstra gotówki.
Na granicy – świńska paranoja – kobieta przy pomocy kamery termowizyjnej sprawdza temperaturę poszczególnych turystów.
Wymiana lirów – złotówka, podobnie jak złotówka – leva. Za 1 Euro otrzymamy ok. 2,1 liry tureckiej, przy czym w większości tureckich kantorów kurs jest podawany prawidłowo.
Wizyta na tureckim bazarze kończy się niekończącą (dla mnie osobiście męczącą) rozmową i targowaniem z każdym sprzedawcą.
LOKALIZACJA:

Wyświetl większą mapę
Pałac Topkapi koniecznie do obejrzenia – wstęp ok. 20 lirów tureckich od osoby, potem oddzielnie płatny wstęp do Haremu – 15 lirów. Obowiązkowo również cysterna – zbiornik wodny wraz z głowami meduzy. (Wstęp 10 lirów). Wstęp do Wielkiego Błękitnego Meczetu jest bezpłatny. W środku należy okryć się chustą (kobiety) oraz obowiązkowo zdjąć buty. Na miejscu trzeba uważać na wszędzie zaczepiających ulicznych sprzedawców – jeżeli zareagujesz to już się nie odczepią. Ruch uliczny – wszyscy jeżdżą jak chcą.
Stambuł robi niesamowite wrażenie – mieszka tutaj kilkanaście milionów ludzi, a samo miasto ciągnie się kilometrami – niektórzy mówią nawet o długości 80km.
Do obejrzenia całego miasta z pewnością 1 czy 2 dni to za mało – myślę, że spokojnie można wybrać się tam na oddzielny urlop, ponieważ wnikliwe zwiedzanie wszystkiego może zająć od tygodnia wzwyż.
Warto zjeść coś lokalnego w jakiejś knajpce – cena za posiłek dla 2 osób to ok. 40 lirów tureckich, kawa w ścisłym centrum – 5 lirów. Ceny w sklepach – porównywalnie do polskich i jednocześnie do tych bułgarskich.
Omyłkowo weszliśmy w dzielnicę nie do końca turystyczną i dziwnie się na nas wszyscy patrzyli, a dziewczynka, do której się uśmiechnąłem nie opuściła nas przez następny kilometr marszu idąc miedzy nami z wystawioną rączką.
Niesamowity klimat robi nawoływanie do modlitwy ok. 12-13 w południe, cały Stambuł przepełnia męski, niemal mistyczny głos z głośników.